- No, w końcu przestałeś wystawiać mordę na obicie! Gratuluję! - nie spodziewałeś się takiej reakcji, nie spodziewałeś się szczerego uśmiechu i klepnięcia w kość ogonową. Odwzajemniłeś oba gesty. Robiłeś postępy. Nie, nie w siatkówce. W reakcjach emocjonalnych.
Zwykle po spotkaniu padałeś plackiem pod najbliższym drzewem, ewentualnie rozkładając się na krzesełkach w całej okazałości, i żłopałeś wodę litrami. Tym razem nie postąpiłeś według wcześniejszego planu. Może dlatego, że mecz potoczył się inaczej niż poprzednie? Może dlatego, że tym razem miałeś jakieś wsparcie, bynajmniej nie od Najwyższego?
- Miałaś rację. Jesteś wiedźmą, i to taką rodowitą.
Ukłoniła ci się arystokratycznie, a ty, nie marnując okazji, zajrzałeś za jej luźną bokserkę, tak swobodnie odchylającą się podczas wędrówki ciała w dół.
- Może masz jeszcze jakieś życzenia? Wiedźmie w końcu skończą się możliwości.
- A jakich spraw one dotyczą? - czułeś na sobie palące spojrzenie przyjaciela, jego dziewczyny, trenera. A może to tylko żar lejący się z nieba wywoływał takie mniemanie?
- Rozmaitych - uwielbiałeś jej szeroki uśmiech, mimo iż znałeś go od jakiś dwudziestu czterech godzin.
- Nauki również?
- Do tej dziedziny to ja sama potrzebuję kogoś w rodzaju dżina - roześmialiście się oboje.
- Nie miałem na myśli tej książkowej i nużącej.
- Wobec tego jakiej?
Zbliżyłeś się do niej na minimalną odległość. Jej oczy z bliska były jeszcze bardziej niebieskie, niż chyba można to sobie wyobrazić. Już nie wspominając o malinowości ust.
- Naucz mnie palić fajki tak, że oczy nie wyjdą mi na wierzch, a płuca nie poproszą o reanimację.
- Do tego potrzeba cierpliwości i czasu.
- Mam czas. Mnóstwo czasu.
Bo czy musiała wiedzieć, że za niecały tydzień ciebie już tutaj nie będzie? Że znikniesz, wsiąkniesz jak kamfora i najprawdopodobniej wrócisz dopiero za kilka lat, o ile siatkówka plażowa pozostanie dla ciebie głównym celem i źródłem dochodów? Nie musiała. Przecież jej nie znałeś. A ona nie znała ciebie. Lepsza znajomość oparta na tajemniczości i braku laku niż taka prawdziwa, która sypnie się za kilka dni, czyż nie?
- Czy to takie śmieszne? - fuknąłeś złośliwie, krytykując w ten sposób jej histeryczny wybuch śmiechu.
Siedzieliście we dwójkę na brzegu jeziora. Żadnych obcych, żadnych wrzasków, żadnych rozpraszaczy. Tylko wy, aura szczecińskiej wody, paczka fajek i nieco zniszczona zapalniczka.
- Bardzo śmieszne. Wyglądasz jak mops mojej babki.
- Uwielbiam twoje komplementy.
- Oryginalne, czyż nie?
- Jak cholera.
Patrzyłeś jak głupi na jej ciało skąpane w zachodzącym słońcu, na gładkie i nieco umięśnione nogi, na odkryte ramiona i twarz okalaną przez jasne włosy, na dymek ulatniający się z uchylonych ust. I nagle zachciało ci się ją pocałować, dziewczynę zupełnie ci obcą. Nie, nie tylko pocałować. Zachciało ci się poczekać do wieczora, rozebrać do naga, pobawić jej niemałymi piersiami i zaliczyć, wywołać jęk, a w efekcie czego nawet orgazm, właśnie tu, na plaży. Tyle że chcieć a móc to dwie zupełnie różne rzeczy.
Kłamałaś? Skądże. Owszem, nie byłaś wiedźmą, tą rodowitą. Wiedźmy co najwyżej miałaś w klasie, poubierane na różowo, ze szponami w identycznym kolorze zamiast normalnych paznokci. Nie wiedziałaś, dlaczego tak siebie określiłaś, dlaczego mianowałaś siebie takim słowem. Może to po prostu lepsze od określenia - zdradliwa suka? Może chciałaś w ten sposób się zamaskować?
Jezioro Dąbie z drugiej strony było o wiele bardziej magiczne niż z twojej domowej, rodzinnej. Nie tylko dlatego, że brak tu jakiejkolwiek interwencji ze strony bliskiego i brak ciągłego jazgotu. Bardziej ze względu na doborowe towarzystwo. O ile tak mogłaś nazwać chłopaka, którego znałaś zaledwie dwadzieścia cztery godziny.
- Mogę cię o coś zapytać? - odważyłaś się cokolwiek powiedzieć dopiero wtedy, kiedy przestał gapić się na ciebie z dziwnymi iskierkami w oczach i kiedy przestał kaszleć jak opętany.
- Wal śmiało.
- Po jakiego ciula ci te fajki? Sportowcy nie powinni palić.
- A może ja nie jestem sportowcem? Może jestem amatorem?
- Nie uwierzę.
- To spróbuj. Ja w twoje niby-czary uwierzyłem.
Roześmiałaś się. Był zbyt łatwowierny. A może to szło w drugą stronę? Może to tobie brakowało odpowiedzialności i zmysłu oddzielania fikcji od prawdy?
- Sportowiec też człowiek - kontynuował z szerokim uśmiechem przypominającym ci słodkiego bobra. - A dla człowieka jest wszystko.
- Nawet fajki?
- Nawet.
- Nawet alkohol?
- Nawet.
- Dziwki też?
- To jakaś aluzja?
- Nie, normalne pytanie.
- Tak, dziwki też. W zasadzie to one są chyba najbardziej sprzyjające sportowcom.
- Dlaczego?
- Bo seksu w organizmie nie wyłapią. Promile i nikotynę - już tak.
Zamilkliście. Ty na ponowne zaciągnięcie się używką. A on? Nie wiedziałaś. Jedyne czułaś na sobie jego palące spojrzenie.
- Czyli mógłbyś się pieprzyć w każdej chwili?
- Mógłbym.
- Nawet teraz?
- Nawet teraz.
Poczułaś, jak twoje policzki zaczynają robić się czerwone. Chyba pierwszy raz od hen wieków. A może pierwszy raz w ogóle?
- Narobiłeś mi smaku, Michale.
- Niby na co?
- Na ciebie.
***
zadecydowałam, że nie będę tu wklejać praktycznie dwóch takich samych części, tyle że oczami dwóch różnych postaci.ciągnęłoby się to jak żelki mojej małej kuzynki.